Panowie chcecie więcej seksu ?

Tagi

, , ,

Większość widząc tytuł odpowiedziała oczywiście, albo zastanowiła się, co to za nowe odkrycie, albo złoty środek, aby dostać więcej tego na czym nam mężczyznom tak bardzo zależy i czego tak bardzo pragniemy 🙂

Otóż nie ma tu złotego środka, będzie za to kilka wskazówek, które mogą sprawić że żona, gdyż nie zakładamy tu innego zbliżenia i z inną kobietą niż żona, chętniej będzie chciała dać wyraz swojej miłości we współżyciu, a co za tym idzie mniej ją będzie „bolała głowa”. Choć przy tym ostatnim można polemizować, gdyż naukowcy udowodnili, iż współżycie ma również właściwości przeciwbólowe, więc średnim wytłumaczeniem na brak stosunku, jest mówienie że boli mnie głowa, choć oczywiście boleć może.

Skąd zatem bierze się niechęć do podejmowania zbliżenia u kobiet?

Pomijając oczywiście wszelkie zaburzenia osobowościowe, bądź inne choroby, albo powody z jakich do współżycia dojść nie może w danym momencie, to tak naprawdę za jego brak w dużej mierze (bo nie w całości) odpowiedzialni jesteśmy my Panowie.

Pierwsza i najważniejsza oraz najgorsza rzecz jaką możemy zrobić to uprzedmiotowić żonę, jako przedmiot do rozładowywania naszego napięcia seksualnego, że ja mam potrzebę i muszę to dostać. Uwierzcie mi kobieta wyczuje w którym momencie będziecie dążyć do współżycia z miłości, a w którym tylko do zaspokojenia swoich potrzeb. Mało tego kobieta nawet wyczuje kiedy spoglądacie na nią z pożądaniem, a kiedy z miłością, kiedy przytulasz na przysłowiowe „odwal się” (tu przepraszam za słowo, ale dobitnie oddaje to, o co mi chodzi), a kiedy to robisz z miłością. Gdyż kobieta pewnie panie się ze mną zgodzą sama jest jednym, wielkim, chodzącym uczuciem na dwóch nogach i nie da się jej sprowadzić do roli przedmiotu, a na pewno nie powinno się tego robić. Niestety teoria teorią, a praktyka praktyką i często się zdarza że kobiety są przymuszane do współżycia, albo robią to dla świętego spokoju, ale już nie koniecznie z miłości, jednocześnie przeżywając we własnym sercu dramat.

Więc jak sprawić, aby jednak kobieta chętniej chciała podjąć współżycie ?

Jak już wcześniej ustaliliśmy kobieta jest jednym wielkim uczuciem i na bazie własnych uczuć, odczuć będzie miała, bądź nie chęć do zbliżenia.

A o jakie uczucia chodzi ?

Przede wszystkim o poczucie bycia kochaną. Jeśli nasza relacja z żoną opiera się na wyjściu rano z domu do pracy, cały dzień nie napiszemy nawet jednego sms, albo nie wykonamy do niej telefonu, po czym wieczorem wracamy i czekamy tylko na obiad, bądź kolację, a następnie telewizor i wieczorem liczymy na coś więcej, to raczej kobieta nie bardzo będzie chciała nam to więcej okazać.

Jak zauważycie w ciągu wyżej opisanego dnia nie mamy prawie wcale relacji z żoną, może jedynie podczas obiadu jeśli jemy go razem. Owszem panowie możemy sobie pomyśleć że przecież idę do pracy, zarabiam na mieszkanie, na utrzymanie, troszczę się o żonę, aby nic jej nie brakowało, więc jak może czuć się nie kochana ?

I faktycznie troszczymy się, ale o potrzeby materialne naszej rodziny, a nie o uczucia, relację, tego nie da się kupić.

Więc kiedy kobieta poczuje się kochana ?

A właśnie wtedy, kiedy: wyślesz jej miłego sms, albo poflirtujesz z nią sms-ami – powiedzcie kiedy robiliście to ostatni raz? Pewnie jak się poznaliście jeszcze dawno przed ślubem, kiedy to zabiegałeś drogi panie o jej względy – zgadza się? Jeśli nie to gratuluję! Idąc dalej powiesz miłe słowo na do widzenia wychodząc do pracy, zadzwonisz raz na jakiś czas, z zapytaniem co porabia, jak jej leci dzień, powiesz jej jak Ci na niej zależy, po powrocie powitasz uśmiechem, powiesz że tęskniłeś, że ją kochasz, czasem bez powodu przytulisz, pocałujesz, wręczysz kwiaty, choćby wycięte z własnego ogródka koło domu, które pewnie i tak żona zasadziła, może Ci głowy nie urwie za ten gest, choć tu należy rozważyć jak bardzo mocno kobieta jest przywiązana do kwiatów na zewnątrz i jak mogłaby odebrać brak jednego z nich właśnie w tamtym miejscu, ale raz zaryzykować można 🙂

Głównie chodzi o to aby atmosferę budować od samego rana, dzięki takim gestom, kobieta czuje się kochana, wie że mężowi zależy na niej, więc i ona bardzo chętnie wyrazi to jak jej zależy na mężu. A wyrazi to na wiele sposobów, pysznym obiadem, ładnym ubraniem w którym nam się podoba, zadba z przyjemnością o nasz wspólny dom, ale również i wieczorem kiedy dzieci już pójdą spać i spotkacie się razem w sypialni i zrobi to wszystko z przyjemnością, a nie dlatego że tak trzeba.

Czy jest do duża cena za to aby mieć świetną relację z żoną, a co za tym idzie przyjemniejsze i szczęśliwsze życie, a w konsekwencji również więcej tego na czym nam panom zależy?

A co jeszcze ważniejsze świadomość że żona nie współżyje z nami dla świętego spokoju, a robi to dlatego że tak chce, że chce uszczęśliwić swojego kochanego męża.

Ale na to pytanie warto odpowiedzieć już sobie samemu….

Na koniec dodam jeszcze jedną kwestię, również bardzo istotną, a mianowicie porozmawiajmy, ale przede wszystkim szczerze razem czyli mąż z żoną i żona z mężem, o tym co nam się podoba podczas naszego zbliżenia, a co nie koniecznie, gdyż może to być tez jeden z powodów „bólu głowy” i nie zakładajmy na wstępie że jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie, lecz dajmy się wypowiedzieć drugiej stronie i poszukajmy środka w tym wszystkim, gdyż ile par tyle rożnych doznań w czasie zbliżeń które mogą nas uszczęśliwiać, lub wręcz odwrotnie odpychać.

Małe problemy…. Jak o nich rozmawiać i nie dać urosnąć ?

Tagi

, , ,

Często jest tak i pewnie zdarza się to w każdym związku, nie ważne z jakim stażem że coś nas w drugiej osobie irytuje, bądź coś nam się nie podoba, albo coś często jest robione w sposób który nie do końca byśmy chcieli, przez co się denerwujemy, tłamsimy to w sobie, albo cokolwiek jeszcze innego. Jeszcze pół biedy kiedy potrafimy o tym rozmawiać, ale co się dzieje gdy tego zrobić nie potrafimy np. z obawy o urażenie drugiej strony.

Nie będzie wielkiego odkrycia jeśli powiem, że małe problemy zamiatane pod dywan z biegiem czasu urastają do dużych. Pomyślmy co się w nas dzieje, kiedy dana sytuacja która nas irytuje się powtarza raz, drugi, trzeci, setny. Z biegiem czasu narasta w nas frustracja, gdyż coś nam się nie podoba, a oprócz tego nie potrafimy o tym porozmawiać.

Nie będzie też odkryciem że łatwiej zająć się małym problemem gdy jeszcze nie narosła w nas niemoc i frustracja, niż mierzyć się z nim gdy już się rozrośnie.

Jak w takim razie przekazać ukochanej osobie coś co nie do końca nam pasuje, ale tak aby jak najmniej ją urazić ?

Kiedyś w jednej książce był opisany sposób komunikacji spraw które mogą trochę, bądź trochę bardziej zaboleć druga stronę w postaci kanapki takiej powiedzmy chlebek na dole, chlebek u góry i w środku szyneczka.

O co w tym chodzi?

Już wyjaśniam. Zdecydowanie łatwiej będzie osobie przyjąć krytykę, bądź zwrócenie uwagi gdy najpierw ją pochwalimy, powiemy ile dla nas znaczy, kiedy docenimy to jak się stara dla nas i dopiero wtedy opowiemy o problemie, ale nie w formie oskarżenia, bo tego nikt nie lubi, ale np. w postaci własnych odczuć. Przykład: Ostatnio gdy byliśmy gdzieś tam powiedziałaś/powiedziałeś coś tam po czym ja tak dziwnie się poczułem/poczułam czy mogłabyś/mógłbyś mi rozwinąć tą myśl abym to dobrze zrozumiał czy zrozumiała ? Chyba trochę inaczej to brzmi niż: Ty zawsze ranisz mnie słowami, jak ostatnio byliśmy gdzieś tam powiedziałeś/powiedziałaś że coś tam i po raz kolejny udowodniłeś że nie masz serca 🙂 mam nadzieję że wiecie o co mi chodzi. W kolejnym etapie powinniśmy również podziękować za starania które druga strona robi dla nas tak, aby po tej mniej ciekawej części rozmowy, wrócić ponownie do bardziej przyjemnej.

Oczywiście jest to tylko jeden ze sposobów na komunikację w związku, każdy oczywiście może wypracować własny. Polecam wpisać w komentarzach jak ktoś ma chęć co jemu pomaga, w jaki sposób komunikujecie sobie coś co was boli i jakie to ma efekty, tak aby i inni mogli skorzystać i wypróbować.

Zachęcam również do rozmów o mało przyjemnych sprawach kiedy się pojawiają, a nie odkładaniu ich na później, kiedy to namnoży się ich tyle że nie będziemy wiedzieli od czego zacząć, albo tak się po oburzamy na siebie, że w ogóle będzie ciężko podjąć dialog.

Miłego dnia dla wszystkich…

Drobne gesty….

Tagi

, , ,

Jak najprościej sprawić, aby mąż czy żona czuli się Kochani? Czy drobne gesty mogą mieć znaczenie pomimo tego że są drobne ? Jak może to wpłynąć na relację ? Czy podziękowanie za coś co niby jest naturalne to dobry pomysł czy może nie koniecznie potrzebny ?

Jak najprościej sprawić aby ukochana osoba poczuła się wyjątkowo – zaskoczyć ją czymś.

Ale czym ? Czymś dużym, czymś małym? Przecież nie mam czasu żeby codziennie zabierać ukochaną osobę na kolację do restauracji, albo na wycieczkę, kupowanie kwiatów codziennie też mija się przecież z celem, jedne nie uschły jeszcze, a tu kolejne, przecież nie ma tyle wazonów w domu.

Czy tylko na kwiatach, kolacji i wycieczce kończą się pomysły ? A może warto być kreatywnym w związku?

Panowie co byście powiedzieli gdybyście po ciężkim dniu pracy w ogrodzie zastali w lodówce piwo którego wcześniej nie było, a przy nim kartka z napisem dla ukochanego męża. Czy to piwo smakowałoby tak samo ? (PS. Nie chcę tu nikogo rozpijać)

Albo śniadanie przyniesione do łóżka, ale już nie takie jak codziennie jadacie, tylko coś z dodatkami z pomysłem, czy nie byłoby smaczniejsze ?

Z kolei drogie Panie jak by wyglądała wasza mina gdybyście idąc do łazienki się wykąpać, zastały wannę przyozdobioną świecami, do tego napełnioną już wodą z ulubionym płynem do kąpieli ? Czy byłaby to taka sama kąpiel, jak codzienny prysznic?

Oczywiście to tylko kilka przykładów, a możliwości jest wiele, w każdym z tych przypadków jednak zrobi się nam milej na sercu, dzięki czemu cały dzień będzie piękniejszy. Warto też dostrzegać i podziękować za te gesty, powiedzieć jaką radość nam to sprawiło, tak aby osoba która coś dla nas zrobiła poczuła jakie to miało znaczenie dla nas, że nie zostaliśmy obojętni na ten gest, aby i jej było miło.

Gwarantuję że osoba która zostanie doceniona nawet za drobną rzecz, chętniej zrobi ją ponownie, albo w przypadku jakiś niespodzianek, rozwinie swoją kreatywność i częściej będzie nas zaskakiwać, niż na przykład osoba której gestu nie doceniono, taka z kolei może się jeszcze postara raz czy dwa, ale czy już trzeci raz się czegoś podejmie tak ochoczo – nie wiadomo.

Pomyślmy tez jak będzie wyglądała nasza relacja, gdy będziemy uśmiechnięci i zapewniani co jakiś czas jak bardzo ważną osobą jesteśmy, oraz ile znaczy dla ukochanej/ukochanego to co robimy?

Dlatego zachęcam do drobnych gestów, do niespodzianek, do dziękowania sobie nawet za błahe rzeczy choćby skoszenie ogrodu przez męża, czy posprzątanie samochodu przez żonę, tak aby było nam milej i przyjemniej każdego dnia w naszych związkach, czego życzę każdemu czytającemu i nie tylko.

Niedzielna Msza Święta dlaczego razem powinniśmy na Niej uczestniczyć ?

Tagi

, , , ,

Dziś przyszła mi myśl poruszenia wspólnego wychodzenia na niedzielną Eucharystię, w sensie z żoną, oraz z dziećmi jeśli je mamy i w tym przypadku jest to jeszcze ważniejsze, a dlaczego zaraz napiszę.

Często się tak zdarza że małżonkowie chodzą oddzielnie do kościoła, albo co gorsze jedno z nich nie chodzi (oczywiście każdy ma swoje sumienie i wolną wolę, żeby zaraz nie było że narzucam każdemu wiarę i do tego praktykę w tej wierze). Jeśli są to osoby dorosłe wierzące, to jak najbardziej zachęcam do wspólnego wyjścia na niedzielną i nie tylko Eucharystię, jest to okazja współmałżonków do pogłębiania relacji ich małżeństwa z Bogiem.

Każda Eucharystia z żoną/mężem jest pamiątką zawarcia sakramentu, tak jak w dniu ślubu staliście razem przed ołtarzem i składaliście sobie śluby, tak i na każdej Eucharystii stoicie razem przed tym samym Bogiem, z tą samą osobą, więc wydaje mi się że warto o tym pomyśleć, kiedy następnym razem udacie się do Kościoła i podziękować za wspólnie przeżyte chwile i te lepsze i te gorsze.

Z kolei też spotykam się często że jedno z małżonków, przeważnie jest to żona, choć pewnie zdarza się że i mąż, z samymi dziećmi idzie na mszę, a w domu pozostaje drugie z rodziców i jeszcze jest zrozumiałe, jeśli idzie na inną godzinę z jakiś ważnych powodów, ale bywa też i tak że nie chodzi wcale. Wiele z takich osób deklaruje się że jest wierzącymi katolikami, ale nie praktykującymi.

Zacytuję tu jednego z księży w mojej parafii na ostatnim kazaniu które miał okazję głosić: „Nie słyszałem większej głupoty w społeczeństwie na temat wiary, że jestem wierzący, a nie praktykujący. Jesteś Nie wierzący i Nie praktykujący.”

A teraz spójrzmy na to jak to odbierają nasze dzieci:

Mama albo tata idą sami z dziećmi do kościoła i już w momencie zbierania się może być problem typu: a drugi rodzic nie idzie więc i ja nie chcę iść – gdyby szli oboje nie było by tego wywodu ze strony dzieci.

Dziecko może powiedzieć: tatuś, albo mamusia nie wierzy w Boga bo nie idzie na mszę, albo powie wierzy, ale twierdzi że chodzić nie musi, to i ja nie chcę iść skoro to nie jest takie ważne.

Ileż to razy w przeróżnych okolicznościach dziecko wybiera stronę rodzica, u którego w jego mniemaniu ma lepiej, łatwiej, wygodniej ? Zgodzicie się rodzice ? Jak tata coś każe, a mama nie, to kto w tej chwili jest lepszym dla dziecka ? A jak powinno być ? Oczywiście powinniśmy mieć wspólne jednakowe zdanie w stosunku do dzieci, żeby nie przechylać szali na jednego z rodziców z którym dziecko będzie się zgadzało, a z kolei z drugim już nie.

Kolejna sprawa będąc razem z dziećmi podczas mszy jeśli jest ich więcej niż jedno zawsze łatwiej parze ogarnąć pociechy niż robić to w pojedynkę, gdy jedno płacze, a drugie biega po kościele.

Następna sprawa, czym skorupka nasiąknie za młodu, nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele zachowań dzieci na dorosłość wynoszą z własnego domu. Jeśli w domu nie było praktyki wspólnego wychodzenia na niedzielną Eucharystię razem to istnieje duże prawdopodobieństwo, że dorosły syn, czy córka również nie będzie widziała takiej potrzeby, a później ich dzieci i tak dalej, schemat może się powielać przez pokolenia.

Jeżeli nam zależy aby dzieci miały autorytet w wierze i w przeżywaniu Eucharystii to dajmy im piękny przykład tego my jako rodzice, idźmy wspólnie, pokażmy dzieciom jak to ma wyglądać.

Tyczy się to nie tylko wspólnej Eucharystii, ale również i modlitwy z dziećmi, ale o tym może innym razem ….

Kończąc ten wpis pozostawiam wam czytelnicy pytanie: Czy warto wspólnie, rodzinnie wybierać się na niedzielną Mszę Św. ? Argumenty są powyżej, a co sami uczynicie to już wasza wolna wola.

Oczywiście wiem że są momenty iż nie da się czasem tego uczynić, ale inaczej to wygląda gdy kilka razy w roku się nie da, a inaczej gdy dzieje się to co niedzielę.

Praca, a rodzina….

Tagi

, ,

Ostatnio rozmawiałem ze znajomym który pracuje na etacie, oraz rozkręca działalność prywatna, chciałem się dowiedzieć jak mu się udaje godzić jedno i drugie. W odpowiedzi usłyszałem że na etacie jak to na etacie, co każą to robi, grafik ma ułożony 8 godzin dziennie, a potem do własnej firmy. Jego działalność zaczyna coraz lepiej prosperować, a co za tym idzie coraz więcej czasu jej poświęca. Na pytanie po ile godzin dziennie pracuje odpowiedział że 14, na co ja w szoku pytam czy córka jeszcze nie mówi na niego wujku. Okazało się że kolega mój od poniedziałku do piątku rozpoczyna pracę o godzinie 7 a kończy o 21, jak łatwo się domyślić dziecko w ciągu tygodnia prawie nie widzi taty, a żona ma czas dla męża i odwrotnie tylko wieczorami. Na szczęście sam już zauważa że tak się nie da pracować i myśli o 1/2 etatu.

Wiele osób również wyjeżdża „za chlebem” za granicę, szczęście w nieszczęściu emigracji jeśli wyjeżdżają wspólnie, ale jest również wielkie grono ludzi którzy żyją jak małżeństwo w separacji, tj. żona mieszka w Polsce i zajmuje się domem, a mąż pracuje za granicą i widzą się tydzień na miesiąc, albo rzadziej. Dzieci zaspokajają zabawkami przywiezionymi z za granicy, albo kupionymi po powrocie i wydaje się wszystko w porządku. Ale czy tak jest naprawdę ?

W pierwszym i drugim przypadku ojciec i mąż jest gościem w domu. Nie chcę tu oceniać z jakich powodów to się dzieje (mam nadzieję że skoro musi, to z ważnych), chcę tylko zauważyć pewną rzecz, a mianowicie: dzieci wychowywane przez jednego z rodziców nie rozwijają się w pełni, zwłaszcza chłopcy nie mając autorytetu w domu, szukają go gdzie indziej: u kolegi, w telewizji, w grach. Dziewczynki z kolei mogą czuć się nie dowartościowane, mogą nie dowiedzieć się jak mężczyzna powinien podziwiać i kochać kobietę, tu przykład może dać tylko ojciec. Żona z kolei nie ma wsparcia w mężu gdyż całymi dniami go nie ma w domu i często przejmuje też część obowiązków męskich na swoje barki. W przypadku emigracji istnieje dodatkowe zagrożenie że żona z powodu braku męża w domu, może choć nie powinna oczywiście znaleźć „pomoc” innego mężczyzny, co w konsekwencji kończy się różnie. Kolejna sprawa to budowanie relacji w rodzinie – bardzo ciężko się to robi na odległość gdy nie ma gestów czułości, przytulenia, pocałunku. Zaraz ktoś może napisać że można kupić kwiaty, wysłać prezent, ale czy zastąpi to dotyk ukochanej osoby?

W jakiejś książce niedawno wyczytałem ciekawe zdanie: „większa część kobiet jest w stanie zrezygnować z pewnej części dostatku (zarobków męża), na poczet jego znacznie większej obecności w domu.

Drogie Panie jeśli to prawda to może warto powiedzieć mężowi że nie musi gonić za kasą i że naprawdę to co macie obecnie wam wystarcza, żeby nie brał nadgodzin jeśli nie ma ważnych powodów, ale żeby odpoczął w domu w gronie rodzinnym, aby dzieci i Ty droga żono moglibyście spędzić więcej czasu razem i budować szczęśliwą relację rodzinną bez wujka-ojca.

Na koniec dodam iż Dr. Jacek Pulikowski na pewno znany wielu osobom powiedział ciekawe zdanie nawiązujące to tego wpisu: „Najważniejszą firmą w którą mężczyzna powinien się w pełni zaangażować i z której powinien czerpać garściami satysfakcję jest jego własna rodzina.”

Bo co nam z pieniędzy, jeśli dziecko nam powie że gdy nas potrzebowało, to nas nie było, albo gdy żona oświadczy że znalazła innego ?

Ślubuję uczciwość….

Tagi

, , ,

Słyszałem ostatnio z opowieści pewne zdarzenie które idealnie pasuje do tematu dzisiejszego wpisu.

Rzecz miała miejsce po pracy na takiej mini imprezie firmowej grill z alkoholem.

Było na taj imprezie kilka osób, wśród nich pewna mężatka nie podaję imienia – nie jest to tu istotne. Spotkanie odbywało się z uśmiechem, humorami jednym słowem dobra zabawa.

W pewnym momencie do owej mężatki zadzwonił telefon – mąż wybierający się na nocną zmianę dzwonił do żony z zapytaniem gdzie jest i o której mniej więcej będzie bo on się już wybiera do pracy.

Owa nasza mężatka odpowiedziała że jest w pracy i ma sporo roboty, ale niebawem będzie się zbierała. Towarzystwo które bawiło razem z tą panią było rozbawione kłamstwami kobiety, na co ona skwitowała: czego oczy nie widzą, sercu nie żal. (jak często się to słyszy w naszym kraju)

Impreza trwała w najlepsze, wszyscy pili, jedli, bawili się.

Za jakiś czas telefon dzwoni ponownie – mąż chciał się upewnić że wszystko w porządku i czy nic się nie stało. Żona odpowiedziała że jest już w domu tylko bierze prysznic i nie bardzo ma jak rozmawiać – kłamstwo nr2. Oczywiście mąż później już nie dzwonił przekonany że małżonka spokojnie siedzi w domku i zbiera się do spania, a ona nadal się bawiła do późnej nocy.

Jak łatwo zauważyć owa kobieta w ciągu zaledwie kilku godzin 2 razy złamała ślubowanie uczciwości które złożyła mężowi podczas ślubu.

Tak moi drodzy takie niewinne kłamstwa jak się wydaje to za każdym razem łamanie przyrzeczeń kościelnych. Bo uczciwość ślubuje się w każdej rzeczy i w każdej sprawie, a nie tylko w tej która mi się podoba.

Oczywiście nie mam na myśli że tylko kobiety to robią, bo i panom się zdarza, że są zupełnie w innym miejscy, ale to nie tylko o przebywanie chodzi – ile to razy oszukujemy się nawzajem w wydatkach, w obietnicach i wielu wielu innych sprawach.

Żeby zobrazować to lepiej, zastanówmy się jak ten mąż by się czuł gdyby się dowiedział gdzie jego żona była w tym czasie i co robiła, a jak wyglądało to z jej ust?

Ciekawe ile osób z czytających to chciałoby być na miejscu tego męża w takim momencie, czuć się tak oszukanym ? Pewnie niewiele, a skłonny jestem powiedzieć że nikt.

Miejmy to na uwadze gdy kolejnym razem użyjemy jakby się wydawało niewinnego kłamstewka.

„Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie.” Łk. 16,10

Świadectwa

Przyszła mi taka myśl do głowy, a mianowicie jeżeli ktoś z czytających chciałby się podzielić czymś co u niego działa w związku, co pomaga rozwiązywać problemy, albo coś co sprawia iż nasz związek zmienia się na lepsze i chciałby się tym podzielić, ale np. nie chce mu się zakładać bloga, albo pisać tego w komentarzach to zapraszam do podesłania swojego świadectwa na adres: dwojejednymcialem@o2.pl a ja stworzę osobną kategorię świadectwa i będę wrzucał takie wpisy w ten dział, oczywiście jeśli takie świadectwa się powielą czyli np. nam pomaga wspólna modlitwa i takich wpisów będzie 20 to niestety wszystkich nie umieszczę, gdyż byłoby to powielanie wątku.

Zachęcam gdyż w ten sposób można pomóc parom które być może borykają się z jakimiś problemami, a coś co u was zadziałało może być wskazówką dla innych, jednocześnie ubogacimy się wzajemnie o wiadomości i pomysły których sami być może nie mamy.

Pozdrawiam, oraz życzę miłego dnia.

„Teściowie i młodzi. Jak to ma działać?”

Tagi

, ,

Właśnie jestem po lekturze ciekawej książki o relacjach młodego i nie tylko młodego małżeństwa z teściami pod tytułem:

„Teściowie i młodzi. Jak to ma działać?” Autorstwa: Ksawery Knotz, Jan i Małgorzata Wilk, Anna Zajic.

Książka bardzo ciekawa niezbyt gruba bo zaledwie 182 strony, czyta się lekko i przyjemnie, sporo jest ciekawych i śmiesznych, ale jakże prawdziwych rysunków. Pozycja obowiązkowa dla każdego młodego i nie tylko małżeństwa, oraz uwaga dla teściów przyszłych i obecnych i tu chyba nawet bardziej konieczna lektura 🙂

Obowiązkowa dla jednych i drugich aby po prostu wzajemnie się nie ranić na długie lata.

W książce młodzi znajdą informacje jak powinna wyglądać hierarchia w małżeństwie czyli najpierw Bóg, po Nim mąż bądź żona, następnie dzieci, a po nich teściowie i rodzice i nigdy w innej kolejności.

Dowiedzą się również jak wytyczać i egzekwować granice pomiędzy rodziną własną i teściami, co wolno, a czego kategorycznie nie wolno teściom (np. zwracanie uwagi małżonkom przy wychowaniu dzieci, w obecności tych że dzieci – podburza się w ten sposób autorytet rodziców w oczach ich pociech).

Są również rady jak rozmawiać z rodzicami i teściami, tak aby było to efektywne, jak rozumieć pewne mechanizmy działające w rodzinie. W końcu jaka jest hierarchia ważności zdań i po czyjej stronie się opowiedzieć aby konfliktów było jak najmniej.

Teściowie się dowiedzą że gdy mieszkają z młodymi pod jednym dachem, to nie jest to już jedna rodzina w jednym domu, ale dwie osobne rodziny i jak sobie z tym radzić, oraz że oddanie córki mężowi, a syna żonie to nie tragedia 🙂

Zrozumieją z jakich obszarów życia córki/syna powinni się wycofać w dniu ślubu, oraz że od tego dnia ich dziecko nie będzie miało już tyle czasu dla nich co wcześniej i że jest to naturalne.

Dowiedzą się że własne pomysły na życie małżeńskie nie koniecznie muszą się sprawdzić w małżeństwie syna czy córki.

Jak powinni się zachowywać mądrzy i odpowiedzialni teściowie, aby młode małżeństwo nauczyło się odpowiedzialności i rozwinęło się. Jak nie przeszkadzać gdy młodzi się docierają.

Znajdują się tam zapisy w jakich jedynych okolicznościach teściowie mają wręcz obowiązek reagować i że nie jest to każda sytuacja.

Polecam książkę gdyż jest bardzo życiowa z lekką dozą humoru.

Oczywiście nie jest to gotowa recepta jak to wszystko poukładać, ale rozjaśnia wiele kwestii życiowych, a skoro mamy już drogowskaz to przynajmniej wiemy w którą stronę iść.

Takie rzeczy na placu kościelnym ?

Wczorajszego dnia przechodząc przez plac Kościelny, zobaczyłem niecodzienny widok, a mianowicie: Było to po mszy, większość ludzi już pojechała do domu, do swoich rodzin…

Plac był prawie pusty, lecz moją uwagę przykuła pewna kobieta trzymająca na rękach dziecko.

Owe dziecko miało na oko ze 3 może 4 latka. Mama stała z nim naprzeciw stacji drogi krzyżowej, dokładnie na tej w której Pan Jezus upada i pytała dziecka, oraz tłumaczyła dlaczego Pan Jezus leży.

Mogła w tym samym czasie przecież pojechać do domu, włączyć telewizor, dać dziecku tablet i „kupić sobie w ten sposób czas” dla siebie, ale zamiast tego zatrzymała się po mszy i przedstawiła swojemu dziecku Boga, oraz uczyła co wydarzyło się podczas drogi krzyżowej.

Oczywiście do pełni obrazu brakowało męża owej kobiety, więc zaraz może ktoś napisać a gdzie on był ? Może był w pracy – nie to jest tu najistotniejsze, nie oceniajmy i nie wysuwajmy niepotrzebnych wniosków.

Jestem przekonany że dziecko tej młodej mamy w przyszłości wyrośnie na porządną osobę, która nie będzie miała problemów z oceną moralną postępowania.

Bo czym skorupka za młodu nasiąknie…

Niech ta kobieta będzie inspiracją dla wszystkich rodzin w czasie komputerów, tabletów, telefonów że można spędzić czas z dzieckiem, można zaszczepiać wiarę, przekazać wartości, a przede wszystkim pokazać co jest celem życia dziecka, a jak każdy wie jest nim droga do zbawienia.

Panie Boże dziękuję Ci za to doświadczenie i proszę o umocnienie każdej Matki i każdego Ojca w wypełnianiu zadania wychowania które otrzymali podczas poczęcia dziecięcia.

Amen.

PS. Temat miał być inny ale ten myślę że bardziej kontrowersyjny i zachęcający do kliknięcia.

Pozdrawiam.

Czas a staranie w związku …

Tagi

, , , , , ,

Wiele kobiet narzeka na to że jak mężczyzna ją zdobędzie i zalegalizują związek to już nie trzeba się starać – nic bardziej mylnego… Oczywiście zdanie to nie tyczy się tylko Panów.

Mężczyźni mają zaprogramowany w genach instynkt łowiecki 🙂 starają się o Kobietę, czy o jakąś inną sprawą do momentu kiedy jej nie zdobędą. Przypomnijmy sobie panowie jak to było na pierwszych randkach – kwiaty, wyjazdy w różne miejsca, kolacje przy świecach, całusy, przytulania bez powodu, która Pani by się nie rozpłynęła w takim naszym nastawieniu ? Która nie była traktowana jak księżniczka jak nam naprawdę zależało ?

Pań też tu nie oszczędzę 🙂 Drogie Kobietki jak to było na początku ? Wymyślne sukienki, makijaż, kosmetyczka jak któraś chodzi, fryzjer częściej niż normalnie, a wszystko po to aby się przypodobać ukochanemu – nie było tak ?

Jak wygląda związek z dłuższym stażem ?

Kwiatki na imieniny bądź urodziny, albo z jakiejś okazji, rzadko bez powodu, wyjazd tylko na urlopie, w weekendy nie chce się bądź nie ma czasu, kolacja owszem, ale już nie romantyczna i nie przy świecach i raczej w domu, spontaniczne całusy i przytulania, zdarzają się, ale zazwyczaj są skierowane na coś więcej, zamiast pięknego makijażu, czy extra sukienki, pojawiają się coraz częściej wyciągnięte dresy i nieład artystyczny na głowie 😛 Oczywiście nie twierdzę że tak jest wszędzie, ale skądś też się biorą te anegdoty o staraniu się.

Gdyby tak czasem zrobić coś niespodziewanego ?

Ładnie się ubrać dla kogoś, kupić ten kwiatek bez powodu, przecież to parę groszy, a Kobieta już poczuje że nam na niej zależy. Ile jest wart Kobiecy uśmiech za drobny gest ? Jak cenne jest podziękowanie z jej strony za to co zrobimy i słowa że jesteś wyjątkowym mężczyzną ? Jak bardzo Kobietki lubicie słyszeć że pięknie wyglądacie ? Albo czy nie brak wam czasu tylko dla siebie bez dzieci, obowiązków, psa – czy nie warto pojechać gdzieś choćby na kilka godzin i nawet nie daleko żeby choćby posiedzieć na ławce razem porozmawiać i poprzytulać się ?

Każdy dobry gest w stronę partnera objawi się dobrym gestem w naszą stronę choćby tym najmniejszym jak uśmiech czy dobre słowo, a jestem przekonany że pogłębi wieź, oraz zawsze przychylniejszym okiem się patrzy na osobę która się stara. A co najważniejsze nie szuka się innych osób i oklasków z ich strony.

Jak to mówią mąż jadający w domu nie jada na mieście, a żona adorowana w domu nie potrzebuje adoracji poza nim.

Życzę wszystkim i sobie samemu obudzenia takiego starania jak na początku naszej znajomości, kiedy to były motyle w brzuchu i potrafiliśmy góry przenosić dla ukochanej osoby.

Przyjemnej Niedzieli dla każdego czytelnika i nie tylko, oraz cudownie spędzonych chwil razem.